wtorek, 8 marca 2016

M.D. Headley "Magonia"

Magonia
Okładka książki Magonia





Aza Ray topi się w powietrzu. Od dzieciństwa cierpi na tajemniczą chorobę płuc, z którą ciężko jest oddychać, mówić – w ogóle żyć. Kiedy więc Aza zauważa statek na niebie, jej rodzina przypisuje to skutkom ubocznym zażywania leków. Aza jednak nie wierzy, by była to halucynacja. Słyszy ze statku głos wzywający ją po imieniu.Tylko jej przyjaciel, Jason, słucha. Jason, na którego zawsze może liczyć.  Jason, do którego chyba czuje coś więcej niż przyjaźń. Ale zanim Aza ma okazję poważniej się nad tym zastanowić, dzieje się coś strasznego. Aza odchodzi z naszego świata, by znaleźć się w innym. 
Magonia.
Ponad chmurami, w krainie statków handlowych, Aza nie jest już tą słabą, umierającą istotą, którą była wcześniej. W Magonii po raz pierwszy swobodnie oddycha. Co więcej, ma potężną moc - lecz gdy już zaczyna panować nad swoim życiem, odkrywa, że zbliża się wojna między Magonią a Ziemią. W jej rękach spoczywa los całej ludzkości - i chłopca, który ją kocha. Po której stronie opowie się Aza? Debiutancka książka Marii Dahvany Headley to niezwykle inteligentna, wielowarstwowa opowieść fantasy, pełna symboli i alegorii. Niezwykła podróż staje się dla Azy impulsem do postawienia sobie pytań o rodzinę, miłość, siebie samą i o to, co oznacza odnalezienie tego wszystkiego.

Cóż, o tej książce dowiedziałam się całkiem przypadkiem. Od razu, postanowiłam ją zamówić. Czy zawiodłam się? Na pewno nie. Jest to jedna z lepszych książek, jakie zdarzyło mi się przeczytać. Coś wartościowego. Wątek miłosny godny "Gwiazd naszych wina", codzienna styczność ze śmiercią i zostawianie listów, kojarzone z "Oskar i pani Róża". Każdy czytelnik, znajdzie coś dla siebie. Owszem, fani fantastyki, też powinni odnaleźć w niej swój mały kąt. Pomimo dużej ilości wątków, "Magonia" wciąga. Bardzo. Historia Azy, zagościła w moim sercu na dłużej. Jak już wcześniej wspomniałam, lektura po której wynosi się coś do życia. Skłaniająca do wielu przemyśleń, dotyczących własnego życia, rodziny, śmierci. Dzięki niej zrozumiałam, że każdy z nas wewnątrz siebie jest silny. Trzeba tylko umieć wydobyć to z siebie, ze swojej duszy.

Nie będę się rozpisywać zbyt długo. Po prostu, każdy kto czuje się dojrzały, zrozumiał "Małego Księcia" i nauki z niego płynące, będzie mógł zrozumieć moje zauroczenie i zachwyt nad pracą Marii Headley.

Moja ocena: 10/10