niedziela, 25 września 2016

S. King "Christine"

Christine
Stephen King



Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 591
Cena sugerowana: 30 zł
ISBN: 8371809077



To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że ona musi należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, przyjaciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć samochód -widmo.
"Młodzi zawsze mają najwięcej trudności z zaakceptowaniem faktu, że oni także są śmiertelni."
Gdyby Arnie od początku wiedział, jak bardzo zmieni się jego życie przez niepozornie zwykły samochód, na pewno nigdy nie zdecydowałby się na jego zakup. Śmiertelnie zazdrosny Plymouth z 1958 roku, jest gotowy zrobić wszystko, żeby nastolatek należał tylko i wyłącznie do niego. Jak daleko się posunie? Czy ktoś pomoże Cunninghamowi opamiętać się na czas? Ile osób poniesie odpowiedzialność za chęć wyeliminowania z życia nastolatka czerwonej zagłady?
"Zdaje się, że człowieka można znacznie lepiej poznać, obserwując jego reakcje wtedy, kiedy przegrywa, niż gdy wygrywa."
Po przeczytaniu "Cmętarza Zwieżąt", miałam ogromną ochotę, na dalsze zagłębianie się w twórczość Kinga. Może, zamiast udawania się do biblioteki po kolejną (zdezelowaną do granic możliwości, z wypadającymi bądź źle sklejonymi kartkami) pozycję, wypadałoby w końcu coś zakupić do własnych zbiorów. Wróćmy jednak do tematu. Mój wybór padł na "Christine", której pierwsze 3 wersy zachęciły mnie do zapoznania wnętrza. Czy żałuję?
"A czymże jest wiek siedemnastu lat, jeśli nie najdalszą granicą dzieciństwa?"
Typowe dla Kinga jest rozwlekanie fabuły przez pół książki, w czasie której się nudzisz, a dopiero ostatnie 100-200 stron, jest jakąś akcją. Tak było i tym razem.
Jednak, ta charakterystyczna końcówka, przerażenie jakie towarzyszy jej poznawaniu, każda chwila jest nie do opisania. Dreszcze przebiegające po mojej skórze dowodzą tylko, że King na nowo wykonał dobrą robotę. Jedyny jego minus - tak, jak już wspomniałam - rozwijanie akcji dopiero pod koniec. A szkoda, bo gdyby nie to byłby naprawdę najlepszym pisarzem tego gatunku.
"Chyba właśnie po tym można poznać ludzi naprawdę samotnych... Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone "zawsze"."
Moja ocena: 7,5/10