sobota, 31 grudnia 2016

J. Małecki "Ślady"

Ślady
Jakub Małecki






Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 296
Cena sugerowana: 36,90 zł








"Koniec świata za każdym razem wygląda inaczej. Jest pędzącą kulą, błyskiem szkła, odgłosem pukania do drzwi. Czasami nadchodzi w huku. Czasami cicho krąży wokół stołu.

Tadeusz ginie na wojnie, ale nie umiera cały. Pada na ziemię z rozerwaną głową, aby od tej pory trwać w życiach innych. Bożena, jego daleka krewna, zostaje światowej sławy modelką, nigdy jednak nie przestaje uciekać przed samą sobą. Ludwik, jej ojciec, co rano budzi się, nie wiedząc, kim jest, a jednak próbuje być kimś. Kolejne życiorysy przeplatają się coraz gęściej, tworząc niepokojącą mozaikę radości, tęsknot i lęków. 
Wojna, miłość, szaleństwo i wspomnienia. Samotnicy, kochankowie i ofiary. Ludzie z wielkimi marzeniami i przeszłością, o której nieraz chcieliby zapomnieć. Ci, którzy żyją tylko w połowie, i ci, którzy chcą żyć wiele razy. 
A pośród nich coś, o czym żaden z nich nie ma pojęcia. Choć niektórzy przeczuwają. "
"-Prawdziwa dama potrafi pić tak, żeby damą pozostała."
Jeśli spodziewacie się książki, która ciągiem będzie przenosiła nas - czytelników, do życia jednego bohatera - mylicie się. Poznajemy tutaj historię wielu ludzi, których łączy tylko jedno - należą do bliższej lub dalszej rodziny Tadeusza Markiewicza, który ginie już na pierwszych stronach. Pozostaje jednak obecny w życiach pozostałych bohaterów, w pewien niesamowity sposób, łącząc się z ich historiami. Ciężko byłoby tu znaleźć chociaż jeden rozdział, którego główna postać, choć raz nie napomknęła o 'Małym Żołnierzyku".
"Ale wie pani co? Panią to jeszcze dużo miłych rzeczy może w życiu spotkać. Ładna pani jest, to i ludzie będą traktować panią ładnie. Tylko niech pani niczego nie odkłada na później, dobrze? Nigdy nie wiadomo, oni czekają na nas wszystkich, toteż mówię, coby pani nic nie odkładała, bo nie warto."
Bohaterowie, cały czas szukają sensu życia. Jedni z przerażeniem myślą o nadchodzącej śmierci, inni witają ją z uśmiechem na twarzy. Świadomi (albo nie), wspominają minione życie, czasem mieszając je ze znanymi sobie historiami. Ukazują nam prawdę, której samy boimy się spojrzeć w oczy. Zdrady, zaniedbania, strach wobec całego rozgardiaszu jakie niesie nam życie. Odosobnienie, tłumy, żale... To wszystko sprawia, że pomimo chęci czytania dalej, musimy przerwać. Żeby wszystko przemyśleć. Zastanowić się, ile tak naprawdę warte jest nasze życie oraz czy kiedykolwiek będziemy żałować tego co było.
"Myśli o tym, jakie to okrutne, że u starych ludzi śmierć powoli zastępuje życie. Najpierw te wszystkie pogrzeby, na które chodzisz, coraz bardziej odrętwiały. Później te wszystkie choroby, które w tobie zamieszkują. Wszystkie organy, które powoli przestają funkcjonować: nerki, oczy, żołądek, płuca. Serce. Kiedy przychodzi koniec, jesteś już prawie całkiem martwy."
Książka, którą nie sposób porównać do jakiejkolwiek innej. Można by rzec - dziwna, niepowtarzalna, pozostająca długo w pamięci każdego czytelnika. Sam sposób jej wykonania, budził już we mnie mieszane odczucia. Przed każdą kolejną historią, mamy mapę - miła pomoc, gdy chcemy być świadomym, gdzie się znajdujemy w danym momencie. Kilkakrotnie, powtarzają się. Chociażby, Kwilno i Warszawa wraz z ich okolicami. Ponadto, autor miesza ze sobą przeróżne gatunki literackie, tworząc własny, charakterystyczny gatunek, przez co trudno nam o nim zapomnieć.
"W pewnym sensie miał rację, bo czasami bywa pięknie, i w pewnym sensie nie miał racji, bo zwykle pięknie nie jest."
Naszła mnie ponownie pewna dygresja, którą już wypowiedziałam głośno i wyraźnie na jednej z lekcji j.polskiego (podczas przerabiania jednej z liryk). Spodziewając się końca świata, myślimy o zagładzie całego świata, zniszczeniu wszystkiego, co dotąd istniało. Koniec świata, nie musi tak wyglądać. On ma miejsce codziennie, dla pojedynczych osób. Koniec świata, dla każdego nastąpi w innym czasie. W momencie śmierci.
"Pomyślała, że nie można drugiemu człowiekowi powiedzieć nic gorszego niż to, że potrzebuje trochę czasu."
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Małeckiego, okazało się nadzwyczaj owocne. Od ostatnio przeczytanego "skarbu", który pochłonął mnie do reszty (a mowa tu o "Ponad wszystko" N.Yoon), minął już miesiąc. Obawiałam się, czy uda mi się natrafić na pozycję czytelniczą, która pochłonie mnie w całości, nie pozostawiając ani sekundy zwątpienia - czy aby na pewno chcę ją przeczytać. W tym wypadku, obaw żadnych nie było. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać do końca, dokładnie, z uwagą zapamiętując wszystkie postacie. Zdecydowanie, trzeci i zarazem mój ostatni literacki skarb 2016 roku :)


Moja ocena: 9,5/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu: